„Być pieśnią”     

Pierwszy etap (1942-1944) mej harcerskiej przygody  to Szare Szeregi  w lokalnym szkolno – podwórkowym wydaniu, bardzo rozpowszechnionym w okupowanej Warszawie. Pamiętam zbiórki, szkolenia, mini-dywersyjne wypady. Jednak było to nic w porównaniu z robotą chłopców z AK. Marzyliśmy o prawdziwych akcjach. Miałem szczęście. W połowie 1943 trafiła mi się rola czujki podczas zbrojnego ataku chłopców z AK na  wyższego rangą niemieckiego oficera, zwanego katem Powiśla. Miejscem akcji był t.zw. ślimak przy ul. Karowej. Nie znam dokładnie bilansu tej akcji. Mój skromny „sukces” to rana po kuli, która na wskroś przebiła prawe ramię. Ten fakt trzeba było ukryć przed okupantem. Przez dwa tygodnie moje miejsce w szkole świeciło pustką, co było przedmiotem  zazdrości kolegów pozbawionych tego rodzaju  przywileju. Niestety nasze bohaterskie harce zakończyły się w 1944 ogólną tragedią Powstania a także osobistym nieszczęściem: śmiercią matki w walkach na Powiślu.
Drugi etap  mego harcerstwa (01.1947 - 09.1949) przypadł na Żyrardów, gdzie właśnie zaczęła się odradzać słynna przedwojenna 77 Mazowiecka Drużyna Harcerska im. Zawiszy Czarnego. Wyróżniały ją granatowe berety ozdobione Lilijką żeglarską  a przede wszystkim szaroszeregowe bratnie dusze zaangażowane bez reszty w jakąś nieznaną mi robotę. Wkrótce okazało się, że 77MDH cicho i bez rozgłosu realizuje ambitny plan przygotowania ideowych kadr przywódczych. Chodziło o wypełnienie luk po liderach zabitych w walkach frontowych i partyzanckich, w zbiorowych egzekucjach, obozach jenieckich, krematoriach, w tragicznym Powstaniu. Szaro-szeregowcom udało się wytworzyć wśród młodzieży szkolnej ambitną atmosferę zdobywania wiedzy, praktycznych umiejętności, sprawności fizycznej, kształtowania mocnych cech charakteru. Hasło: „Macie być Pieśnią” często powtarzane na zbiórkach trafiało tu na dobry grunt. Zauroczony skautowym klimatem żyrardowskiego harcerstwa ostro wziąłem się do nadrabiania braków okupacyjnego wykształcenia, do usunięcia kompleksu niedouczenia. Dla minimum szacunku organizacyjnego trzeba było osiągnąć przynajmniej stopień młodzika, niezbędny dla złożenia Przyrzeczenia i pełnego podporządkowania życia wymogom Prawa Harcerskiego.
Ponad rok trwało har(t)owanie. Były to specjalne ćwiczenia: próby całodziennego milczenia, odporności na głód, trud i zmęczenie. Uczyłem się zimowego obozowania, korzystania z map i kompasu, środków łączności, obrony koniecznej, pomocy słabszym. Podziwiałem Druha Drużynowego (DhD)[1], jego wyszkolenie, zaangażowanie, osobisty przykład przy wykonywanie trudnych zadań. Zajęcia prowadzone przez innych instruktorów - w większych grupach - obejmowały musztrę, marsze i śpiew. Ten ostatni był szczególnie kultywowany, cieszył się też wielką estymą. Uczestniczył w nim Młody Las (okupacyjna nazwa żyrardowskich drużyn żeńskich). Wspólne śpiewanie dawało radość „bycia razem” oraz mocne poczucie elitarnej służby.
Byłem wreszcie gotowy, sprawdzony i zakwalifikowany. Do uroczystego aktu Przyrzeczenia Harcerskiego[2] stawała dziesiątka druhów. Cieszyło nas – szczawików - bardzo poważne traktowanie w 77MDH. Z wielką starannością przygotowano uroczystość: drużyna w pełnym składzie osobowym, oczywiście mój DhD z elitą Wodniaków w marszowym rynsztunku, proporce, chorągiewki, werble, trąbki, pełen powagi las, ogromna polana, na niej ognisko. Kiedy wypowiadałem słowa przyrzeczenia: „Mam szczerą wolę całym życiem służyć Bogu i Polsce, nieść chętną pomoc bliźnim i być posłusznym Prawu Harcerskiemu” zaległa absolutna cisza. Koledzy zachowali się jak trzeba. Później, kiedy już otrzymałem znak szlachectwa - harcerski Krzyż - roześmiani podchodzili, by zatwierdzić moje noblesse lekkim kopniakiem.
Zaraz po „Rocie” nastąpiło rozszeregowanie. Krąg utworzony wokół ogniska wziął się za ręce, rozkołysał, ktoś zaintonował pieśń. Podchwycono ją mruczandem, które szybko zaczęło narastać, tężeć, rozkwitać w tony harmoniczne. DhD chwycił gitarę i już pełnym głosem śpiewano o tym co najważniejsze: o jedności, ufności, braterstwie. Splecione dłonie i ucisk pod sercem dawał o nim znać. Coś w nas rosło, potężniało, unosiło, by w apogeum przekroczyć jakąś niewidzialną granicę, wzlecieć ponad nią, ponad las i chmury, wysoko w przestrzeń, w pełen odlot osobowości, w… Pieśń! 







PS.

77 Mazowiecka Drużyna Harcerska działała oficjalnie do końca 1949 roku, kiedy to DhD zmuszony został do rezygnacji z funkcji drużynowego. Wszelkie nawiązania do zasad scoutingu, polskiego Prawa Harcerskiego i  istotnych symboli harcerskich (Krzyż i Lilijka) musiały zniknąć,  zgodnie z rozporządzeniem Rządu PRL z  dnia  1.06.1950.











[1]  DhD - Ryszard Wiśniewski

[2]  Przyrzeczenie harcerskie (składane przed otrzymaniem krzyża harcerskiego) nie jest przysięgą ani ślubowaniem, jest to jedynie uroczysta deklaracja dobrowolnego przestrzegania trzech podstawowych zasad obowiązujących w harcerstwie: służby, samodoskonalenia, braterstwa ujętych w ramy Prawa Harcerskiego. Przestrzeganie tych zasad jest wyłącznie sprawą honoru i sumienia.


Komentarze